Przynajmniej raz do roku zdarza się miesiąc, w którym dostaję potężną ilość zapytań o diety odtruwające i specyfiki mające ułatwić tzw. detoks organizmu. Nic dziwnego – chcemy dbać o zdrowie, a teza o kumulowaniu się toksyn w ciele w efekcie współczesnego trybu życia brzmi sensownie i logicznie. Odpowiedz mi proszę na jedno pytanie: czy jesteś w stanie podać przykład chociaż jednej metody na detoks, która wprost wskazuje nazwę toksyny, jaką ma usuwać z organizmu?

Jeśli nie, to ten artykuł naprawdę Ci się spodoba! Jeśli tak, to jest Ci on niezbędny, by zachować zdrowie i być może nawet życie! Serio…

W odróżnieniu od moich poprzednich artykułów (tutaj i tutaj) ten będzie możliwie krotki, zwięzły oraz będę “mówić prosto z mostu”. Czeka Cię więc znacznie krótsza i bardziej treściwa lektura.

CZYM SĄ TOKSYNY?

Na samym początku poprosiłem Cię o podanie nazwy przynajmniej jednej toksyny, którą mają usuwać protokoły odtruwające organizm. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby udało Ci się tego dokonać, gdyż słowo toksyna ma zupełnie inne znaczenie niż przypisuje mu się w kontekście oczyszczania organizmu. Toksyna jest bowiem organicznym związkiem chemicznym wytwarzanym przez zwierzęta i rośliny oraz drobnoustroje w celach obronnych lub jako broń. Przykładami toksyn mogą być związki zawarte w jadzie węża czy pająka.

To, czym realnie możemy zaś zatruć organizm w ramach współczesnego stylu życia, to po prostu minerały, witaminy, pierwiastki oraz inne związki chemiczne pochodzenia organicznego i nieorganicznego. Co ważne, trujące stają się one dopiero w odpowiedniej dawce, a więc o tym, czy coś nas zatruwa stanowi nie sama substancja, a jej ilość. Dla przykładu, czysta woda staje się zagrożeniem, gdy wypijemy jej około 10 litrów w ciągu doby.

Trujący może być też niedobór jakiegoś związku w naszym organizmie, co prowadzić będzie np. do zaburzenia gospodarki hormonalnej lub zaburzenia funkcji układu nerwowego, ale o tym później.

CZY CIAŁO W OGÓLE POTRZEBUJE OCZYSZCZANIA?

Tak i nie…

Z jednej strony tak, gdyż dosłownie cała otaczająca nas natura ewoluowała, by nas zabić. Mam na myśli to, że praktycznie każda roślina zawiera związki mające na celu obronę przed zjedzeniem. Niektóre zwierzęta również posiadają w swoich tkankach toksyny, które w najlepszym przypadku powodują duży ból.

Z drugiej zaś strony, dokładnie z tego powodu większość gatunków zwierząt, ba! Co ja piszę… WSZYSTKIE gatunki zwierząt na ziemi wykształciły w procesie ewolucji mechanizmy usuwania tych toksyn z organizmu. Dzięki temu niektóre gatunki potrafią spożywać rośliny trujące dla innych gatunków.

Człowiek nie jest wyjątkiem od tej reguły. Na przestrzeni setek tysięcy lat wykształciliśmy dwa podstawowe organy odpowiedzialne za usuwanie toksyn oraz regulowanie ilości określonych związków tak, by zachować równowagę w ustroju. Są nimi wątroba oraz nerki.

To, co teraz napiszę, będzie sporą generalizacją, ale ułatwi Ci zrozumienie i rozgraniczenie pewnych spraw: najprościej można powiedzieć, że wątroba jest odpowiedzialna za usuwanie toksyn i minerałów oraz pierwiastków z naszej krwi, a nerki za regulowanie ilości już oczyszczonej przez wątrobę krwi, tak by proporcje pozostałych w niej związków chemicznych były prawidłowe. Razem te dwa organy stanowią nasz własny, wrodzony system „detoksu” organizmu.

PRAWDZIWY DETOKS vs MEDYCYNA NATURALNA

To, z czego być może nie zdajesz sobie sprawy, to że detoks jest autentycznym pojęciem medycznym. Procedurę detoksu prowadzi się w szpitalach w sytuacjach, gdy życiu zagraża niebezpieczeństwo, ale nie ma ona nic wspólnego z ziołami i zmianami w diecie pacjenta. Jest to celowa i bardzo precyzyjna interwencja medyczna, często wspomagana lekami podawanymi dożylnie w dawkach obliczonych co do mikrograma. Przechodzą ją np. alkoholicy.

Niemniej wokół słowa detoks i oczyszczanie powstała cała branża. Tysiące ludzi na całym świecie zarabiają na sprzedawaniu produktów mających usuwać toksyny. Nic w tym zresztą dziwnego! Koncepcja odtruwania brzmi logicznie i zasadza się na wrodzonym przekonaniu o tym, że potrzebujemy raz na jakiś czas „zresetować” nasze ciało, by zacząć od nowa. Ten biznes musi się więc kręcić, i kręci się niemal sam.

Jedną z najpopularniejszych odmian oczyszczania jest powoływanie się na „złogi jelitowe” lub jakiegoś rodzaju trujący śluz zalegający w jelicie. Napiszę krótko: Jelito wykonuje ruchy mające na celu tzw. perystaltykę, czyli przesuwanie treści pokarmowej w kierunku odbytnicy. Po drodze pokarm jest trawiony, a wszystkie odpady i potencjalne złogi czy magiczny trujący śluz zostałyby usunięte w naturalny sposób. Nie wierzysz?

Zapytaj dowolnego gastrologa, czy w trakcie operacji widział kiedykolwiek jakieś złogi w jelicie.

Kolejna bardzo dochodowa grupa produktów to nalepki na stopy czy ramiona, które zmieniają kolor po np. 12 godzinach, co ma być dowodem na to, że wyciągają z ciała toksyny. I tu pojawia się problem…

Po pierwsze toksyny zostały usunięte przez wątrobę i nie ma ich w skórze. Gdyby nawet były, to odtruciu uległby tylko oblepiony fragment skóry. Możesz oblepić się nimi cały, jeśli chcesz ;-P

Kolejny problem polega na tym, że wszelkie substancje, które faktycznie mogły pozostać we krwi i faktycznie są trujące, nie mają koloru! Nawet gdyby faktycznie plaster był w stanie wyciągnąć je ze skóry, to nie bylibyśmy w stanie tego stwierdzić. Szczególnie że ilości tych substancji oscylowałyby w okolicach pojedynczych molekuł. Dlaczego więc plastry zmieniają kolor? Często zawierają substancje chemiczne, które zwyczajnie się utleniają i zmieniają barwę w tym procesie lub robią to w kontakcie z wilgocią, a przecież skóra pod takim plastrem będzie się pocić.

Z podobnymi problemami borykają się wszystkie inne terapie tego typu. Najzwyczajniej w świecie nie tak działa nasz organizm…

CZY DETOKS MOŻE BYĆ GROŹNY DLA ŻYCIA?

Posłużę się przykładem kobiety opisanym w BMJ Case Report w 2016 roku. 47-latka trafiła do szpitala w ciężkim stanie z halucynacjami oraz drgawkami. Nie figurowała ona w kartotekach szpitala ani nie miała historii zaburzeń psychologicznych, które mogłyby wskazywać na zachowania autodestrukcyjne. Ostatecznie zdiagnozowano u niej hiponatremię, którą wykształciła w efekcie stosowania protokołu „odtruwającego organizm”. Kobieta wypijała duże ilości wody w połączeniu z ziołami takimi jak waleriana, która ma właściwości moczopędne. W efekcie doszło do spadku ilości sodu we krwi i zaburzeń funkcjonowania układu nerwowego. Szczęśliwie po interwencji medycznej kobietę wypisano ze szpitala bez uszczerbku na zdrowiu.

Należy pamiętać, że zioła zawierają substancje aktywne biologicznie – oddziaływujące na nasz organizm. Nie bez powodu medycyna stara się tworzyć ekstrakty oraz leki na podstawie tych substancji i sprzedawać ich syntetyczne odpowiedniki. One po prostu działają! Dlatego o ziołach powinniśmy myśleć tak samo, jak o lekach. Przyjmowanie ziół w dużych dawkach jest równie niebezpieczne, co łykanie przypadkowych pigułek w dużych ilościach.

Paradoks polega na tym, że protokoły oczyszczające oparte o zioła mogą w rzeczywistości robić dokładnie odwrotną rzecz, a więc wprowadzać do organizmu określone substancje w ilościach, w których stają się trujące! Na dokładkę należy wspomnieć o tym, że zioła to formalnie nie leki ani nawet suplementy diety, więc ich produkcja często nie podlega żadnej kontroli lub podlega bardzo okrojonej kontroli. Może się okazać, że lecznicze ziółka sprowadzone z Chin są skażone rtęcią, której 5mg wystarczy by zatruć 5000 litrów wody w stopniu zagrażającym życiu.

ZBIERZMY TO WSZYSTKO RAZEM

A zbieranie zacznijmy od tego, że strategie oczyszczające można podzielić na 3 grupy.

Pierwsza grupa to zmiany w sposobie żywienia. Jest to najmniej niebezpieczne, gdyż generalna porada, by jeść mniej przetworzoną żywność i dbać o jakość spożywanych pokarmów zawsze jest dobrą poradą. Trzeba by się naprawdę postarać, aby zrobić sobie krzywdę.

Kolejną grupę stanowią metody z pogranicza homeopatii. Są one równie niegroźne, gdyż homeopatia w rzeczywistości to nauka o tym, jak leczyć przy użyciu placebo.

Jedyne zastrzeżenie, jakie mam, to jakość przyjmowanych leków z tej grupy – mogą one być skażone jakiegoś rodzaju związkiem chemicznym, którego wprowadzenie do organizmu wywoła zatrucie.

Ostatnia grupa to drastyczne interwencje w żywienie oraz metody używające substancji aktywnych zawartych w suplementach lub ziołach. Są to metody wprost groźne dla zdrowia, gdyż duże dawki dowolnej substancji stają się trujące, a jak już napisałem wcześniej, szkodliwa jest nawet woda, gdy wypijemy jej wystarczająco dużo.

Lekcja, jaką możemy wyciągnąć z tego wszystkiego jest taka, że by dokonać odtruwania naszego ciała wystarczy przestać je zatruwać.

Po setkach tysięcy lat ewolucji wie ono doskonale, jak usunąć wszystko, co jest dla niego zagrożeniem. Ilość substancji, z którymi nie potrafi sobie radzić jest naprawdę mała.

 

 

ŹRÓDŁA

O AUTORZE TEKSTU

Piotr Kopczyński

Trener Personalny

Trener Personalny z blisko 10-letnim doświadczeniem, Instruktor Rekreacji Ruchowej i Sportów siłowych, założyciel jednego z pierwszych polskich kanałów YouTube poświęconych treningowi siłowemu i diecie. Twórca programów szkoleniowych dla pasjonatów sportów siłowych i zdrowego trybu życia oraz osób, które po prostu chcą dojść do formy.

W mojej pracy kładę nacisk na stosowanie metod popartych wynikami badań i dających najlepsze efekty. Udało mi się wypracować własny system treningowy i dietetyczny, który pozwala małym nakładem pracy generować bardzo dobre efekty. Nie każdy chce obrócić całe swoje życie wokół treningu i diety. Wiedza jest zaś kluczem do tego, by trenować skutecznie.

Właśnie taka jest rola Trenera Personalnego – dać podopiecznym skuteczne i sprawdzone narzędzia oraz metody, które nie zniszczą ich życia, a wzbogacą je o nową jakość 😉